Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookie z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki
Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności i wykorzystywania plików cookies w serwisie

Plus Minus - wydanie 2016-02-06

Zdjęcie produktu Plus Minus - wydanie 2016-02-06
Użytkownicy ocenili tą publikację 0 razy.
1 2 3 4 5

Wybierz wersję i dodaj do koszyka

  • wersja elektroniczna (PDF) wersja elektroniczna (PDF) 3.69 zł
0.00 zł Łącznie:

Dodaj do schowka

Plus Minus to od wielu lat najbardziej prestiżowy sobotni dodatek publicystyczno-reporterski. Jako dodatek do wydania papierowego „Rzeczpospolitej” ukazuje się od stycznia 1993 roku.

Każdy znajdzie w nim teksty dotrzymujące kroku rzeczywistości, tak jak w codziennej gazecie, ale pisane z większą swadą i dystansem, jak w dobrym tygodniku.

 

 

TEMAT NUMERU


Elżbieta Jaworowicz. Popularniejsza od Tomasza Lisa

Artur Bartkiewicz: Z kamerą wśród ludzi.

Elżbieta Jaworowicz pięknie gra: grzmi, unosi brwi. No i są jeszcze te znane wszystkim nogi. Właśnie – nogi. Przez lata stały się one znakiem rozpoznawczym prowadzącej „Sprawy dla reportera”. Podobno niezwykły sposób ich ułożenia, a raczej splecenia, to efekt szkoleń dla prezenterek prowadzonych w przeszłości przez Irenę Dziedzic. Nawet jednak jeśli nie jest to autorski pomysł Jaworowicz, to i tak to właśnie ona uczyniła ze splatania nóg sztukę. W TVP znana jest anegdota o widzu, który, zwiedzając gmach TVP w czasie dni otwartych, nalegał by pokazano mu atrapę nóg Elżbiety Jaworowicz, której używa się w czasie nagrań, bo nie wierzył, że w takiej pozycji można poprowadzić program.

 

Paweł Kowal: Rozpychajmy się w Unii

Trzeba w pełni się rozsiąść w eurosalonie, wziąć jak inni do ręki kieliszek dobrego wina, nie krępować się, że jesteśmy tu od niedawna: musimy normalnie zacząć uczestniczyć w dyskusjach i planach dojrzałych europejskich graczy. Czasem wspaniałomyślnie pokazać, że ich wesprzemy.

 

Rozmowa Mazurka. Piotr Liroy-Marzec: Teraz trawę palę rzadko

Marsze KOD zainicjowali kolesie z partii politycznych, w pierwszym szeregu idą tam liderzy Platformy, Nowoczesnej, ludzie SLD, stary układ. Ja miałbym popierać taką inicjatywę?! To jest za mocno upartyjnione. Jedyną rzeczą, która mi się w tym podoba, jest to, że ludzie zaczynają interesować się polityką, zaczynają troszczyć się o demokrację. Tylko że demokracji w Polsce nie ma.

 

Jędrzej Bielecki: Anatomia nagonki na Polskę

Jak to możliwe, że znane i cenione stacje telewizyjne w tak uproszczony, a czasem wręcz wprost kłamliwy sposób przedstawiają dziś sytuację w kraju nad Wisłą? – Wszystko ma być proste, bez niuansów. Teraz takie właśnie historie o Polsce dobrze się sprzedają – wyjaśnia mi znajomy dziennikarz pracujący w Warszawie dla jednego z czołowych zachodnich dzienników. I dodaje nie bez żalu, że właśnie dlatego ostatnio to nie on przygotowywał dla tej gazety serię reportaży o Polsce, ale inny dziennikarz, znajomy naczelnego, który w naszym kraju był po raz pierwszy, więc wszystko wydało mu się proste.

 

Jakub Kowalski: Wolnomyśliciel Walter Chełstowski

Pisano czasem, że skoro „Solidarność” stała się alternatywą wobec systemu dla dorosłych Polaków, to bunt ich dzieci stanowił właśnie Jarocin. Archiwa IPN wskazują, że festiwal nie stwarzał jednak realnego zagrożenia politycznego. Był raczej wentylem do skanalizowania emocji, bo lepiej, żeby młodzi zbuntowani słuchali rocka, niż wychodzili na ulice. Dawał władzy wgląd w ich światek. Tak uważali Krzysztof Grabowski z Dezertera czy Tomasz Budzyński z Armii. Dla wielu muzyków Walter  Chełstowski był więc „wysuniętym ramieniem sprawiedliwości ludowej” czy „częścią systemu”. Tomasz Lipiński z Tiltu uważa, że dyrektor festiwalu cieszył się zaufaniem władz i dlatego był postacią dwuznaczną. – Nie wiedzieliśmy, czy robi ten festiwal dla muzyki, czy dlatego, że chciała tego władza – mówił. Chełstowski swoich krytyków oceniał ostro: „mniej rozgarnięci”.

 

Jacek Cieślak: Wszyscy jesteśmy z Szekspira

Powodów do megalomańskiej czy też uprawnionej polonizacji Szekspira dawały liczne fragmenty jego tragedii. Trzeźwe myślenie podpowiada co prawda, że potrafił on umieścić Czechy nad morzem i miewał chwile zbytniego fantazjowania. Ale Polska pojawia się kilkakrotnie na kartach szekspirowskich i nie jest to kontekst negatywny jak w „Ubu Królu” Alfreda Jarry’ego, gdzie znaczyła tyle co „nigdzie”. Już w 1930 roku Ludwik Bernacki napisał, że „Szekspir objawił swoją wiedzę na temat Polski wcześniej niż Polacy usłyszeli jego nazwisko”. Elżbietański dramaturg wspominał Polskę w trzech utworach: „Komedii omyłek”, „Hamlecie” i „Miarce za miarkę”. Kontekst stanowiły mroźne polskie zimy, o których wieści docierały do Anglii wielokrotnie. W „Komedii omyłek” mowa jest o „zimie w Polsce”, która wymaga gigantycznego paliwa, żeby rozświetlić ciemność i ogrzać się. W „Hamlecie” pojawia się widmo Polaków przeprawiających się po lodzie, ale i norweski oficer dający rozkaz ataku na Polskę. Z kolei w „Miarce za miarkę” wiedeński Duke zwierza się zakonnikowi, że ma wyjechać do Polski.

 

Krzysztof Rawa: Szła tam, gdzie słyszała język polski

Czy Andżelika Kerber mogła grać dla Polski? We wrześniu 2011 roku wiceprezes ds. sportowych (dziś prezes PZT) Jacek Muzolf, kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Federacji Tomasz Wiktorowski oraz dyrektor ds. sportowych Wojciech Andrzejewski wsiedli do samochodu i pojechali do Puszczykowa na ulicę Sobieskiego 50. Usiedli przy stoliku przed Andżeliką, mamą Beatą Rzeźnik-Kerber oraz dziadkiem Januszem Rzeźnikiem i przy herbacie z pączkami zaczęli rozmawiać. Były uśmiechy, pełna kultura. - Na dość konkretne pytanie, ile PZT jest w stanie wydać na zwrot kosztów szkolenia i przygotowań Andżeliki, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że mniej więcej tyle samo, ile dawaliśmy corocznie Agnieszce Radwańskiej, czyli od 200 do 400 tys. złotych. Dla skromnego budżetu PZT było to bardzo dużo, ale tyle jeszcze byliśmy w stanie wytrzymać – wspomina Wojciech Andrzejewski.

 

Philip Earl Steele: Mieszko I naprawdę uwierzył w Boga

Pani senator w swoim wywodzie o Mieszku chyba pomyliła go z Bolesławem Chrobrym. Otóż z różnych źródeł wiemy, że w Kijowie Chrobry zgwałcił Przedsławę, księżniczkę ruską. Mało tego – chwalił się tym! Ale to rzeczywiście były dość brutalne czasy i Mieszko też na pewno miał swoje grzechy. Dość przypomnieć, że nim przyjął chrześcijaństwo, miał siedem żon i można zakładać, że to nie byle jakich, bo z każdego z siedmiu najważniejszych grodów dostawał najpiękniejszą kobietę. Wyobraźmy więc sobie, jak nieprawdopodobną laską musiała być Dobrawa, skoro Mieszko wszystkich tych żon się zrzekł…

Ci, którzy kupili ten produkt, kupili także:

Lista 500 - Edycja 2016 Lista 500 - Edycja 2016

Lista 500 - Edycja 2016

szczegóły cena od 3075.00 zł dodaj do koszyka

Najpopularniejsze

Newsletter

Płatności

payu